Wyjazd do Essen okazał się
koniecznością i został zorganizowany na ?wariackich papierach?.
Niestety Bartek nie mógł wziąć w pracy wolnego i nie miałam tym
samym środka transportu. Zdecydowalismy się na autokar, w sobotę
rezerwowałam bilety na poniedziałek 5 -ego lipca, powrót
planowałam w czwartek 7-ego. Bilety były zarezerwowane a ja nie
mogłam ustalić czy zastanę naszego protetyka i czy będziemy mieli
nocleg w hotelu fundacyjnym . Na szczęście z protetykiem w
poniedziałek telefonicznie umówiłam się na środę i wiedziałam
już, że na darmo nie jedziemy. Pani doktor też miała być w pracy
w tych dniach i hotel udało się załatwić- wszystko na ostatnią
chwilę parę godzin przed wyjazdem. W tych nerwach zdarzyło się
coś czego udawało nam się uniknąć przez ostatnie dwa lata.
Godzinę przed wyjazdem podczas płukania spadła mi protezka i
pękła. Byłam załamana i bałam się, że teraz protetyk nie
uwzględni reklamacji i nie będzie mógł zrobić przymiarki żeby
się przekonać co leży nie tak.


Autokarem jechaliśmy z Tczewa do Essen
ponad 17 godz. byliśmy na miejscu we wtorek w południe. Tego dnia
niestety nie udało nam się zobaczyć z lekarzem. Czekaliśmy aż
skończą się zaplanowane badania ale tuż po nich pani doktor
poszła do domu o czym dowiedzieliśmy się dobrą godzinę później
-bez sensu czekając. Następnego dnia pojechaliśmy do protetyka.
Muszę dodać, że oczodół Joachimka wyglądał dużo lepiej niż w
piątek choć nadal zmiana była widoczna. Na szczęście mieliśmy
parę zdjęć na komórce, ich jakość była słaba, jednak napewno
było widać w czym rzecz. Pokazałam protetykowi zdjęcia i
przyznał, że taki stan może powodować proteza np. gdy jest źle
wyszlifowana. Mimo pęknięcia uznał reklamację i zalakował
pęknietą protezę tak że przymiarka była możliwa. Po 40 min.
odebraliśmy nową bardzo ładną i wyszlifowaną dodatkowo protezkę.
Potem udało nam się załatwić wizytę u pani doktor. Przeczytała
mojego maila, obejrzała nową protezę i zajrzała do oczodołu. Jej
również pokazałam zdjęcia. Powiedziała, że nowa protezka
wyglada bardzo dobrze i że za stan oczodołu faktycznie mogła
odpowiadać zła proteza. Bardzo mnie to uspokoiło ale dla pewnośći
zostawiłam jeszcze wyniki rezonansów na płytach do porównania. W
czwartek wieczorem wsiedliśmy w autobus powrotny a w piątek
byliśmy w domu.


Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy
się na ten desperacki wyjazd choć podróż była bardzo męcząca .
Bartek nie mógł jechać z nami ale towarzyszyła nam moja siostra.
Gdybym miała jechać sama byłoby jeszcze trudniej. Po zmianie
protezy wszystko powoli dochodziło prawie do normy. Ze względu na
upały jednak poprawa nie była rewelacyjna i zdecydowałam się raz
jeszcze podać maść ze sterydem i antybiotykiem przez parę dni.
Teraz po ponad dwóch tygodniach oczodół wyglada całkiem dobrze,
ale jest tam nadal jakiś pęcherzyk lub krostka. Wydaje mi się, że
zła proteza zdążyła spowodowac jakiś stały ?uraz? w
oczodole. Cała ta sytuacja kosztowała nas mnóstwo nerwów i sporo
dodatkowych wydatków. Teraz wyjeżdżamy na kolejne planowane
badania kontrolne już w niedzielę.


A chwilowo zmagamy się z jakąś
infekcją wirusową. Oby nam się udało pokonać ją przed
wyjazdem. Muszę dodać, że Joachim mimo tych przygód jest w dobrej
formie, wesoły i rozbrykany jak zawsze. W niedzielę razem z Anią
świętował imieninki :). Szaleje na rowerku biegowym i nabił sobie
parę siniaków na nogach. Tyle u nas.





Serdecznie pozdrawiamy!


Name:

Komentarze: